Pokazywanie postów oznaczonych etykietą inspiracje. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą inspiracje. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 11 grudnia 2012

Powolutku... idą święta :)

To na początek powiem Wam, że przyszła zima... zakładam że na Zachodzie śniegu po pas :) u nas zdecydowanie mniej jednak jest czarodziejsko i mimo szczypania w nos i czerwonych polików wychodzimy i podziwiamy :)





A tu nad rzeką przebiegły w trakcie naszego spaceru trzy sarny... wystraszone naszym jednak głośnym spacerem :)  piękne, dumne, dzikie...



Nastrój zimowy sprawił, że przyszedł "zapach" świąt i zbierając iglaki (tylko takie zwalone przez burzę) postanowiłam zrobić klika stroików i lekko ustroić domek :)







ale to jeszcze nie koniec :) 

Podziwiam Wasze cuda świąteczne i zazdroszczę :) 

poniedziałek, 3 grudnia 2012

Poddałam się i ja...

chodzi oczywiście o przygotowanie domu do zbliżających świąt... wielkie szycie i "produkcja" ozdób nastąpi w ten weekend i oczywiście będzie relacja z naszych poczynań a może nawet jakiś tutorial powstanie bo pomysłów całe morze :).
Tymczasem kilka zdjęć inspiracyjnych na ten czas rysowania i wymyślania...w magicznym projektowym zeszycie :)















niedziela, 11 listopada 2012

Stereotypy...

Tym razem jesiennym niedzielnym wieczorem właśnie o nich. Już jakiś czas temu prowokowała mnie tym tematem Aga (już Wam ją "sprzedawałam" :)) na swoim blogu.
Opierałam się trochę bo jednak temat kontrowersyjny a może nie sam temat co moje podejście.
Chodzi o to, że staram się jak mogę nie wkładać do głowy moim dzieciom tak powszechnym i częstych w naszym społeczeństwie stereotypów.
A wbrew pozorom otaczają nas one mocno i czasem zaciskają pętle dość mocno.
Nie ma znaczenia czym bawi się chłopiec a czym dziewczynka - chodzi o to żeby się dobrze bawili. Kto powiedział, że faceci nie płaczą? Płaczą! I dobrze bo inaczej byliby kompletnie nie wrażliwi. Dlaczego kobieta musi umieć gotować? Nie musi. Ja nie umiem i żyję - nadal jako kobieta. Dlaczego jest tak, że chłopcy zawsze mają smutne, szaro granatowe ubranka - czasem pojawia się bohater kreskówki. Tak musi być? Skąd wiadomo, że jak kierowca nie radzi sobie na drodze to z całą pewnością to baba!!!!??? Jeżdżę samochodem świetnie - nie raz słyszałam to z ust właśnie facetów a 80% przypadków "sierot" na drodze spotykanych przeze mnie to mężczyźni.
Takich przykładów mogę wymieniać całą masę...

W sumie nawet nie wiem skąd wzięła się we mnie taka drażliwość pod tym względem.
Może dlatego, że wiele rzeczy w życiu zrobiłam "pod prąd". Z niektórych jestem dumna, inne uważam za totalną porażkę ale wszystkie one ukształtowały i dalej kształtują mnie.
Wiele razy podejmowałam decyzje "niestandardowe" z których zdawałam sobie sprawę a przede wszystkim z ich konsekwencji. Decyzje te były dobre dla mnie ale łamiące stereotypy. Zaczęłam życie na nowo sama z dwójką dzieci w wynajmowanym mieszkaniu...Moi najbliżsi nie mogli zrozumieć takich decyzji bo nie myśleli o mnie tylko w swoich stereotypach. Było ciężko, koszty duże, zrozumieli po roku...

Może dlatego tak dużą wagę przykładam właśnie do tego, żeby moje dzieci rozumiały, czym jest wkładanie nas w sztuczne normy spełniania oczekiwań innych od samego początku. Tłumaczę córce, że nie ma znaczenia ile kobieta ma lat, jeśli ma zgrabne nogi dlaczego nie może chodzi w krótkiej spódnicy po 50 -tce? Bo nie wypada?! Kto ustalił że nie wypada? Czyje oczekiwania spełnia? Swoje? Bliskich? Czy może "innych" których nie obchodzi kim jest i co myśli tylko jakiej długości ma spódnice....

Jeżeli wszyscy będą tacy sami, według tych samych, czasem kompletnie bez sensu nadawanych norm kształtowani to czy nasze społeczeństwo nie będzie smutne, nudne i szare? Nie chodzi mi o to, żeby łamać zasady kultury czy grzeczności ale nie wrzucajmy wszystkich do jednego worka po tak wypada. Przez wiele stereotypów ograniczamy siebie sami i przestajemy wierzyć, że możemy coś zrobić. Czasem znaczymy znacznie więcej niż nam się wydaje i dużo więcej możemy.

I tu pojawia się tekst z Wysokich Obcasach Extra, który oprócz Agi sprowokował mnie również do napisania tych kilku słów. A chodzi o felieton "Żeński koniuszek". Sprawa wydaje się prosta: macie na wizytówkach napisane specjalista czy specjalistka? Dyrektor czy dyrektorka? Zwróciłyście uwagę na to? Szczerze ja nie. A w sumie dlaczego nie. W jakiś sposób to przecież oczywiste, że te końcówki powinny być żeńskie... 
Tylko według niektórych wtedy mniej znaczą. Naprawdę? Czas przełamać i ten stereotyp. Zmieniam dzisiaj stopkę w firmowym mailu :)

sobota, 3 listopada 2012

jesienny banerek...

a już się bałam, że trzeba będzie przygotować od razu zimowy :)
Jednak przyszła jesień i da się sobą jeszcze nacieszyć mam nadzieję.

Bardzo dawno mnie nie było, nie pisałam i nie robiłam nowych rzeczy. Przyznaję się bez bicia.Wiecie jednak, że bywam u Was i śledzę czujnym okiem ulubione blogi :)

Obiecuję poprawę. Zabieram się dzielnie za bloga i generalnie Daily Daisy.
A Wam przesyłam trochę słoneczka i trzymajcie kciuki, żeby mnie ta energia do działania nie opuściła!



wtorek, 16 października 2012

Zachęta... do sztuki

Od dłuższego czasu - w zasadzie od ponad 4 lat - zabieram córkę przynajmniej raz w miesiącu do naszej Galerii Narodowej - jakby nie było taki właśnie tytuł nosi Zachęta.
Nie jest to zwykle odkrywanie aktualnych wystaw i prezentowanych artystów a specjalnie dla dzieci przygotowanie warsztaty, gdzie przez pierwszą część zajęć  "obchodzi" się wystawę i o niej rozmawia - oczywiście z przewodnikiem - a drugą część wykonuje prace plastyczno-techniczne na zadany (powiązany z wystawą) temat.
Warsztaty są ciekawe pod względem prezentacji sztuki współczesnej i jej tłumaczenia dzieciom.
Mnie nigdy nikt nie uczył interpretacji dzieł przeróżnych i jej dowolności - co tak mocno jest związane z jakże różną i nieprzewidywalną sztuką dzisiejszą. Dla mnie naturalizm czy impresjonizm były zrozumiałe, no może jeszcze odrobina abstrakcji...
Te dzieci- wciąż małe bo jednak tylko 8-9 letnie - poddawane są uwrażliwianiu na to co je otacza właśnie na takich zajęciach. I bardzo to lubię. Uważam, że to ogromnie potrzebne i ważne w życiu aby poznawać rzeczy, umieć ocenić ładne i brzydkie i umieć dostrzec często nie tylko drugie ale i trzecie dno.
Tylko gdzie jest granica? Ostatnie zajęcia były poświęcone wydarzeniom/ happenignom, pracom, obrazom, akcjom -  zaskakującym, nieprzewidywalnych, bezsensownym czy też nienaturalnym wręcz ironicznym. I o ile jestem w stanie zrozumieć złamaną perspektywę wiszącej drabiny, odbijanie pinponga rakietką z dziurą czy też oglądanie filmu jako kliszy zapakowanej w torebkę foliową o tyle zatrzymywanie się nad kręgiem kamieni ułożonym z owalnych, nieregularnych kamieni jako wielkiego WOW jest już dla mnie o jeden krok za daleko.



A może nie jestem aż tak wrażliwa jak myślę i sztuka jest wszędzie wokoło? A może przesadzamy ze sztuką i żeby umieć docenić piękne rzeczy muszą być jednak oryginalne, niespotykane i zaskakujące. A może zwyczajnie się czepiam bo co jest punktem odniesienia w tym przypadku?
Tak mnie dziś wzięło na przemyślenia odnosi sztuki. Jedno jest pewne - dziecko zadowolone, zabawa przednia, przemyślenia z wystawy wyniesione :) Polecam gorąco tym co mają blisko :)


prezentacja naszej pracy :)



piątek, 28 września 2012

ostatnio słucham...

no właśnie, słucham, nie oglądam, nie czytam ale właśnie słucham... jakiś czas temu moja koleżanka prowadząca pasjonujący blog Moje sedno, czyli świat kobiecym okiem pisała o ciekawych audiobookach, których słucha jeżdżąc kilkanaście jak nie kilkadziesiąt kilometrów do pracy i z pracy.
Zachęcona jej historią, z myślą o tym że faktycznie spędzam w samochodzie całkiem sporo czasu na ciągłym zmienianiu stacji radiowych i szukaniu "sama nie wiem czego", postanowiłam spróbować. 
Wcześniej różne wersje słuchowisk (taka polska nazwa na audiobooki a prostsza dla dzieci:)) przetestowałam właśnie na najmłodszych członkach rodzinny. Z wielką radością słuchają przygód Piotrusia Pana czy Pipi Pończoszanki.

Pomyślałam, że ciężka klasyka to nie dla mnie a na publicystykę ani felietony jakoś nie miałam nastroju. Zaczęliśmy więc od prostych a jednocześnie wciągających powieści Gra o Tron i historii Sherlocka Holmesa....i... nie mogę wysiąść z samochodu :) Dzieci za każdym razem krzyczą od wejścia do auta, że już cisza bo chcą kolejny rozdział przygód a ja często siedzę pod miejscem docelowym i czekam na koniec rozdziału i zaczęłam jakoś wolniej jeździć autem :)

Polecam więc wszystkim, którzy mają ciut dalej do domu i czas ten spędzają za kółkiem ale także tym którzy mają możliwość wrzucenia takiego audiobooka na mp3 bo warto. Nie pachnie tak magicznie papierem, nie szeleści kartkami ale wyobraźnia ma doskonale ćwiczenie:)

niedziela, 2 września 2012

Dawno mnie nie było...

no może inaczej, dawno nie pisałam ale zaglądam na Wasze blogi cały czas i pilnie śledzę co u Was nowego :).
U mnie druga połowa sierpnia była bardzo intensywna, paskudna infekcja wirusowa dzieci trwająca niezwykle długo zmusiła nas do siedzenia w domu. I faktycznie jest tak, że nawet najbardziej kreatywnej mamie kończą się kiedyś pomysły co robić z maluchami :). Na ratunek przyszła nam Leolandia!! Już kiedyś testowaliśmy podobne tekturowe zabawki bo tematy ekologii są nam bliskie (fanatykami nie jesteśmy:) raczej dbamy o matkę naturę :)). 
A więc za pomocą kilku dobrze wyciętych elementów kartonu przenieśliśmy się do Teatru! A raczej najpierw bawiliśmy się w jego konstruktorów :) działo się! 


Polecam Wam na jesienne wieczory i deszczowe weekend bo zabawa faktycznie bardzo fajna i dla małych i dużych. Dzieci potrzebują pomocy w złożeniu ale karton jest bezpieczny - nie ma ostrych rogów i nie kaleczy :)  Teatr zamieszkał na stałe w pokoju córki i mamy tam "kulturalne" spektakle w tematyce dowolnej organizowane przez nasze dzieci :)

ehh a od jutra wracamy do rytmu szkolno-przedszkolnego... 


sobota, 18 sierpnia 2012

A w jadalni mamy kwiatki :)

Wieki nie pisałam ale też przyznaję, że aktywności zawodowej ostatnio dużo, więc aktywność blogowa zawsze stoi w kolejce... i czasem zwyczajnie padam ze zmęczenia. Jednak odwiedzam Was często i czytam :)
Dzisiaj chcę się Wam pochwalić zmianami w jadalni. Nasz dom, jak wiecie jest cały czas w fazie "wewnętrznych dekoracji" - coś mi się wydaje, że to faza stała i będzie trwała "zawsze".
Tym razem przyszedł czas na jadalnie. Wiem, wiem, że miała być skandynawska sypialnia i taka sama łazienka ale niestety do zmian w jadalni zmusiło mnie trochę życie. A w zasadzie 4 letni syn i białe pokrowce na krzesłach. Niestety to był duet, który nie potrafił ze sobą współpracować :) Po 5 praniach pokrowce powiedziały "dość" i odeszły... Tak więc Jadalnia wołała o pomoc.

I oto efekty pracy :)




Jadalnie w świetle dnia - pochmurnego ale jednak dnia :)


I zdjęcia wieczorne, dzisiejsze. Latarenka dostała mini wianek z serduch (materiał wykorzystany również na obicia) i sznurka. 


I teraz już muszę zabrać się za sypialnie :)

Słonecznej niedzieli!

środa, 8 sierpnia 2012

Autobusem.. z kwiatkiem :)

Za mną dzisiaj ciężki dzień... z prozaicznego powodu: dzisiaj walczyłam ze światem jeżdżąc miejskimi środkami transportu. Nie jestem rozkapryszona ale fakt jest taki, że jeżdżę autem i taka wycieczka to dla mnie wyzwanie. W sumie dałoby się to przeżyć gdyby nie kilka faktów :).

Mieszkam na wsi - oznacza to, że aby dostać się do miasta na godzinę 9.00 musiałam wstać o 6.00 i już o 7.02 jechałam autobusem. Pobudka masakra. Potem okazało się, że to było nawet miłe przeżycie- rześki poranek, radośni, jeszcze nie zmęczeni dniem ludzie, podsłuchiwanie rozmów innych i ich zmagań z problemami dnia codziennego... To była ciekawa socjologicznie podróż :)

Akurat dzisiaj wypadał ten dzień, kiedy miałam dwa spotkania poza biurem oraz wycieczkę do księgowości... Jak się domyślacie mało tego, że nie wiedziałam nic o nowych biletach (czasowe? i jakie drogie?) to jeszcze tylko orientacyjnie wiedziałam, jak jeździ komunikacja. To proste, wiem gdzie chce dojechać więc wsiadam jak coś przyjeżdża i jadę... A tu niestety nie jest tak różowo!! No ale nic. Nie o tym chciałam napisać, chociaż to też było ciekawym doświadczeniem.

Ale w tym całym dniu spotkałam wiele osób zupełnie obcych ze skrajnymi emocjami do innych ludzi...smutnych i złych i uśmiechniętych od ucha do ucha.
Była super radosna i uśmiechnięta Pani, która potem wracała ze mną wieczornym autobusem - robi tak dzień w dzień z radością, ciężkimi zakupami i miłą rozmową dla każdego.
Była "dziwna" Pani modląca się całą drogę i co chwila wykonującą znak krzyża i do tego młody chłopak, który pytał ją czy modlitwy działają i czy odkryła tajemnicę - Pani czytała modlitwę Tajemnica Szczęścia :)
I na koniec tego dnia, po kolejnym zabłądzeniu i wracaniu do przystanku pierwotnego, był też młody chłopak, który rozdawał każdej napotkanej kobiecie piękne słoneczniki... ot tak :) bo mamy wciąż lato i świat jest piękny.

I jasne, że jestem zmęczona, bo się zgubiłam 1000 razy, bo się nachodziłam, bo gorąco, bo długo bo... bo...bo...
Ale obiecałam sobie, że będę robić sobie takie dni bez samochodu właśnie po to by pobyć z innymi ludźmi. I nie chodzi o ludzi w ulubionych miejscach, nie chodzi o znajomych, tylko o takich zupełnie obcych, nawet tych smutnych. I następnym razem ja dam komuś kwiat słonecznika :) Bo przecież lato może być każdego dnia :)


wtorek, 31 lipca 2012

Mała stylistka...

Tak, tak, posiadam takową w domu (aktualnie przebywa na wakacjach) ale generalnie jest :).
Chociaż wcześniej jej nie było. Nawet martwiłam się trochę, jak to jest że moje dziecko, jakby nie było całkiem rosła już panna, kompletnie nie interesuje się ciuchami, ładnym wyglądem czy chociaż faktem "pasuje" do siebie lub nie - oczywiście to co ma na sobie.
Najpierw ją tłumaczyłam, że przecież ona nigdy nie interesowała się lalkami i ich przebieraniem, że zawsze ważne były zwierzęta, że może nie wie czy żółty i zielony razem to "ok" czy "nie ok" ale zna wszystkie łacińskie nazwy dinozaurów...
Potem zwalałam na siebie :) Bo przecież zawsze jej wszystko przygotowuje, kupuje i przecież sama nie musi się wysilać, sama ją tego nauczyłam... itp itd.

Aż tu pewnego razu w małe ręce moje córki wpadła seria książeczek dla dziewczynek Lilla Lou.
Zainteresowanie tematem "moja szafa" znacznie wzrosło.  Dziękować mocy szkicowników! Okazało się, że dziecko same z siebie czesze włosy i dopasowuje spinki!!

Nie wiem czy fascynacja zeszytami nie minie wraz z fascynacją rysowaniem... Póki co jednak mogę polecić jako wakacyjną rozrywkę każdej młodej damie :)



wtorek, 24 lipca 2012

"Dziecięcy" czas

Już dawno zauważyłam, że czas z dziećmi nie liczy się na ilość tylko na jakość.
Przestałam więc spędzać czas z dziećmi "po łebkach" i od niechcenia i staram się aby był to czas w 100% dla nich i o nich, rozmawiamy, śmiejemy się, wygłupiamy i nawet jak jest to 15-30 minut w zabieganym dniu mają na tyle naładowane baterie, że nie siedzą bezmyślnie wgapione w TV a "używają wyobraźni" i idzie im to świetnie. Nie odkrywczego zapewne nie mówię ale polecam Wam zwrócenie uwagi na jakość kontaktów (może nawet nie tylko z dziećmi:))


W tym magicznym dziecięcym czasie wybraliśmy się ostatnio na wycieczkę do ciekawego miejsca - Farmy Iluzji. 

70 km w stronę Lublina za Warszawą znajdziecie fenomenalne miejsce aby spędzić aktywnie i ciekawie czas odrywając tajniki iluzji, pokonując wiklinowy labirynt czy grając na specjalnie przygotowanych boiskach :).


zdjęcia z głupimi minami :)



i szaleństwa weekendowe - ten w niebieskim kółku to mój łobuz :)

Przyznaje się bez bicia, że taka dawka dzieci dziennie powaliła nawet mnie... ale było warto :) uśmiechy przy zasypianiu po takim dniu - bezcenne!

piątek, 13 lipca 2012

Sypialniane inspiracje....

Tak, tak... nadal walczę z pomysłami na sypialnię, pewnie dlatego, że nie za bardzo mam czas na szycie... a może dlatego, że jak już siadam do maszyny z gotowym pomysłem na narzutę bądź skandynawskie zawieszki to trafiam na nowe zdjęcia... i zaczynam snucie koncepcji od początku.
Kilka nowych inspiracji :)



Obiecałam sobie, że w przyszłym tygodniu poświęcę tematowi sypialni naprawdę sporo czasu.
I będę się oczywiście dzielić efektami. Spokojnego weekendu :)

niedziela, 8 lipca 2012

Bo każda kobieta musi mieć torebkę :)

Nawet ta mała :). Co prawda ma 8,5 roku ale czas najwyższy przestać chodzić z torbą dla 3- latek :)
Chowając się przed upałem w pracowni, postanowiłam "uratować" dziecko i coś wykombinować w temacie owej torby.
Efekt jak poniżej :) Grunt, że dziecko-kobieta zadowolone! Dawno nie szyłam więc to małe wyzwanie sprawiło mi ogromną przyjemność. 
Wystarczą skrawki materiałów i resztki nici :) -  pomysł i gotowe. 



Jak tak dalej pójdzie z tymi upałami, spędzę w pracowni całe lato :)


środa, 4 lipca 2012

Daily Daisy - w pełnej wersji już niebawem :)

No właśnie... Od początku mojego blogowania i powstania Daily Daisy miał przyświecać temu cel założenia miejsca, strony, sklepu - czegoś - gdzie, świat tworzących kobiet (i nie tylko) będzie miał swoje miejsce.

Mam nadzieję i głęboko wierzę, że mi się uda :)

DD ma być miejscem, gdzie będzie można wystawić na sprzedaż swoje dzieła, kupić to co Was zainteresuje, przeczytać o nowych warsztatach, dodać lub skorzystać z poradników "zrób to sam".
Mimo, że prace w toku, zapraszam Was już teraz serdecznie!

Poniżej znajdziecie kilka przykładowych - jeszcze roboczych projektów jak to będzie wyglądało!










środa, 27 czerwca 2012

Country na Jurze - uzupełnienie

Zdjęć drewnianego domku Jego rodziców zrobiłam jak się okazało całkiem sporo :) więc króciutkie uzupełnienie fotograficzne poprzedniego postu :) 













poniedziałek, 25 czerwca 2012

To się nazywa Country Styl :)

Wiem, że po weekendzie miałam chwalić się pierwszymi zmianami i moimi pracami zmierzającymi do wprowadzenia stylu skandynawskiego w Naszym domu ale się niestety nie dało... Jakoś tak się ten weekend potoczył, że wylądowaliśmy na południu Polski w cudnym drewnianym domku, który uwielbiamy, bo należy do Jego rodziców.
Za każdym razem obiecuje sobie, że zrobię tam mnóstwo zdjęć bo miejsce magiczne a Pani Tego Domu włożyła tam serce i swój niesamowity zmysł tak, że wszystko pasuje do siebie idealnie i nic nie jest przypadkowe.
Zobaczcie miejsce, które nie odbiega od tych pokazywanych w Werandzie czy innych pismach :) Schowane na pięknej Jurze.


Oto Domek :)




Kuchnia cudna i w każdym calu "dopieszczona"! Tutaj tylko fragment :)


Gąski przysiadły na kuchennym oknie - pilnują ziół :)





To jest właśnie to dbanie o szczegóły!! Kwiaty w koszyku na schodach, kapelusz na ścianie...


I wreszcie miejsce wspólnych posiłków i bitew scrablowych!




Może styl Country nie jest moim faworytem ale Ten Dom jest wspaniały i daje olbrzymie poczucie bezpieczeństwa - i pisze to w pełni świadoma mimo, że sama mieszkam w domu na wsi :)

Wybaczcie jakość zdjęć, dopiero zaczynam przygodę z aparatem i uczę się, jak robić dobre zdjęcia na bloga :) W kolejnej odsłonie: jak ważne są szczegóły we wnętrzach, nie ma znaczenia w jakim stylu!







czwartek, 21 czerwca 2012

Lato! kiepskie powitanie :(

Ufff ale się u nas działo w nocy! O 2.00 postawił Nas na nogi grzmot tak wielki, że aż się dom zatrząsł!! Burza była straszna, hałas olbrzymi do tego stopnia, że miałam wrażenie że akcja toczy się na naszym podwórku! Dodam, że dzieci smacznie spały nie zwracając uwagi na odbywający się obok koniec świata!
Nie obyło się niestety bez szkód :( Pracownia, w której są okna dachowe została zalana kompletnie (okna super szczelne - tylko właściciele gapy :( ) - maszyna do szycia, Jego komputer i cała reszta wręcz pływały w wodzie - nie przesadzam!! Zobaczymy co z tego będzie, mam nadzieję, że po wyschnięciu i wyczyszczeniu będzie ok.
Dodatkowo jak to zwykle bywa los pokrzyżował nam znowu plany związane z weekendowym wyjazdem na Mazury - już drugi raz więc trochę tego Pierwszego Dnia Lata nie lubię!

Żeby jednak nie poddawać się tak kompletnie postanowiłam wykorzystać weekend do "popiknikowania", znalazłam milion pięknych inspiracyjnych zdjęć w sieci letnich pikników, którymi się z Wami tutaj dziele :)





I takie mam właśnie plany na weekend, odpoczynek na powietrzu no i oczywiście (jak tylko maszyna będzie działać po burzowych przygodach) zajęcie się sypialnią i elementami jej wystroju :) Trzymajcie kciuki!